Co zjemy w przyszłości?

Śniadanko z próbówki, obiad z robaka i kolacja w proszku, czy to rzeczywiście nieuchronna przyszłość?

Liczba ludności stale rośnie – obecnie jest nas ponad 7 miliardów, według prognoz liczba ludności w roku 2050 dojść może do 10 miliardów. Co za tym idzie rośnie też zapotrzebowanie na żywność. Już teraz wiadomo, że branża żywieniowa stanie przed nie lada wyzwaniem wyżywienia takiej populacji. W jaki więc sposób w przyszłości będziemy zaspakajać zapotrzebowanie na białko, tłuszcze, węglowodany oraz składniki mineralne? Jakich zmian w odżywianiu powinniśmy się spodziewać? Pomijając dziś aspekty wyznaniowe/polityczne/przekonaniowe 🙂 – przedstawiam kilka możliwych alternatyw dla obecnych posiłków.

1. Mięso z próbówki

„Produkcja” mięsa jest obecnie bardzo kosztowna i wymagająca dla środowiska (emisja metanu, 70% terenów rolnych zajętych przez uprawę paszy). Przewiduje się, że w raz ze wzrostem ludności zwiększy się ilość spożywanego mięsa – pewne jest już, że niemożliwe będzie dostarczanie go w postaci jak obecnie. Wołowina ma być więc kawiorem przyszłości. Jednym ze sposobów na poradzenie sobie z tym problemem ma być mięso produkowane w laboratorium. Udało się już wyprodukować laboratoryjnego hamburgera, zwolennicy przekonują, iż zaletą takiej produkcji jest możliwość wzbogacenia mięsa o dodatkowe minerały czy np. tłuszcze omega 3. Ta metoda wydaje się bardzo rozwojowa, nie mniej obecnie produkcja jednego hamburgera trwa 8 miesięcy i kosztuje 250 tys. euro. Jest to więc typowo hipsterski slow food 🙂

2. Robaczki

Ta opcja na dostarczenie białka wydaje się jeszcze bliższa. Można właściwie powiedzieć, że w wielu krajach Azji jest już mocno rozwinięta. Owady dostarczają wysokiej jakości białka, są również dużo tańsze w przetworzeniu. Zastosowanie ich w ogólnodostępnym, żywieniu wydaje się więc tylko kwestią czasu. Jedyną barierą dla większości mieszkańców Europy będzie aspekt psychologiczny – Karaluszek na śniadanko :). Nie  mniej rozwiązaniem tego, może być spożywanie owadów w formie mielonej – hamburger ze świerszcza i osy nie brzmi już najgorzej 🙂

3. Algi

I znów Azja zdecydowanie wyprzedza Europę. Algi już właściwie wkroczyły do naszych okazjonalnych jadłospisów, ich codzienne użycie jest właściwe pewne. Algi rosną w niesamowicie szybkim tempie, dostarczają dużej ilości skoncentrowanych substancji odżywczych, zawierają też duże ilości pożądanych kwasów tłuszczowych omega3. Zwolennicy sushi mogą więc czuć się pionierami.

4. SOYLENT

Dla mnie chyba największy odpał 🙂 Produkt zdobywa dość dużą popularność w Stanach Zjednoczonych odniósł też duży finansowy sukces – mimo braku niezależnych badań. Co to takiego? Soylent to mieszanka 32 składników (m.in. maltodekstryna, oliwa z oliwek, białko ryżowe), nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego, a wszystkie produkty należą do grupy uważanej za bezpieczną. Do zalet zastosowania tego produktu należą na pewno, szybkość przygotowywania posiłku, niski koszt i bardziej ekologiczny sposób produkcji. Produkt wciąż jest rozwijany i wydaje się, że ta forma w niedalekiej perspektywie ma dużą rację bytu. Producent zmierza, do całkowitego zastąpienia tradycyjnego jedzenia – to chyba lekka przesada, oraz zagrożenie dla zdrowia. Zbyt duża monotonia, brak posiłków stałych (rozleniwienie układu pokarmowego), niedostarczanie zróżnicowanych składników mineralnych – to obecnie zdecydowanie największe wady tego wynalazku. Po za tym według wielu osób jest po prostu niesmaczny. Biorąc jednak pod uwagę duży problem z żywnością w krajach Afryki jest to moim zdaniem projekt, który warto rozwijać.

 

Dokładając, do tego gamę żywności GMO, żywność liofizowaną oraz wszystko to co mamy obecnie, wydaje się że jedzenia nie zabraknie. Pozostaje jednak pytanie jaki będzie jego długotrwały wpływ na nasze zdrowie oraz co stanie się z niedzielnymi kluskami i roladą 🙂